05.01.2015

Posylwestrowe refleksje

Sylwester większości osobom kojarzy się ze świetną, szampańską zabawą. Miasta na całym świecie prześcigają się w pomysłach organizacji najpiękniejszego sylwestra. W tym roku wygrał Dubaj. 


Jednak niewielu z nas w sylwestra myśli o tym, że tak naprawdę sylwestrową zabawę zorganizowaliśmy sobie sami, bo pieniądze na organizacje sylwestra idą z pieniędzy publicznych. 


Warszawa jest zadłużona na ponad 6 mld zł, a Kraków na 2 mld zł. Takie długi jednak nie spędzają snu władzom, bo ci lekką ręką wydają w Krakowie - 2 mln zł (drugie 2 mln zł dodała telewizja TVN), a w Warszawie - 3,3 mln zł na huczny sylwester. 

W tym roku tylko Łódź się opamiętała, dając wyraz szacunku dla swoich mieszkańców, i nie szastała publicznymi pieniędzmi, serwując im po raz setny odgrzewanie kotleta (bo ileż można słuchać i oglądać tych samych artystów, którzy najczęściej i tak wysługują się playback'iem?). 

 Autor zdjęcia: Girish Koppisetty

Sylwester to głównie pożywka dla gwiazd, które przez cały rok biją się o miejsce. Ich stawki zaczynają się od 5000 zł, a kończą nawet na 150 000 zł. 

A później Polacy robią wielkie oczy na wiadomość, że wokalistka Bajmu posiada rezydencje m.in.: na Karaibach, w Hiszpanii i Republice Południowej Afryki oraz lata na koncerty prywatnym samolotem oraz zatrudnia w swojej rezydencji pod Lublinem prywatnego kucharza. Natomiast Maryla Rodowicz jest pasjonatką samochodów Porsche i ubiera się w butiku Chanel oraz Dolce&Gabbana. Nic dziwnego, skoro od lat nieprzerwanie witają nowy rok na scenie za publiczne pieniądze (poza tegorocznym wyjątkiem w przypadku nieobecności Rodowicz). 


Wydatek, jaki przeznacza Warszawa na sylwestra, to mniej niż koszt zakupu nowoczesnego tramwaju czy też nieco mniej, niż miasto wydaje na pomoc osobom niepełnosprawnym w ramach pomocy społecznej. Jest to koszt porównywalny z kupnem 2-3 autobusów dla miasta. 

Kraków również ma całą listę pilnych wydatków, które powinny być zrealizowane, zamiast sylwestra. Jednak nikt o zdanie się nie pyta mieszkańców i nadal pokazuje się, że w Polsce buduje się dom od komina. Dziurawe jezdnie podkręcają codzienną jazdę niczym śpiew z playback'u, ale ważne, że sylwester był.






2 komentarze:

  1. Problem oczywiście leży w rządach. Jakby to powiedziała sławna pani minister: Sorry, taki mamy klimat". Dopóki na najwyższych szczeblach władzy siedzą postkomuniści i sprzedawczyki, to nic się nie zmieni, a siedzą nieustępliwie i grzeją krzesełka. Ustrój partyjny robi swoje, korupcja i sprzeniewierzanie Naszej Polski. I nikt nie kształci młodzieży w zakresie historycznym tak jak należy, nie ma kto kandydować, nie ma kto wybierać. A jeśli w przyszłych wyborach coś się zmieni, tzn że się myliłam. Proszę wybaczyć, jeśli kogoś uraziłam, ale takie jest moje zdanie. Potrzeba nam jakiegoś przewrotu politycznego, ogólnokrajowego strajku i człowieka, który to wszystko uniesie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, niestety masz całkowitą rację. Władze szastają publicznymi pieniędzmi na prawo i lewo oraz dbają wyłącznie o własne interesy. Oni nie mają żadnych wyrzutów sumienia ani zahamowań. Uważają, że im się należy.

      W większości są to ludzie po studiach ekonomicznych i prawniczych, więc dobrze wiedzą, jak działa system, ale rządzą się publicznymi pieniędzmi z pełną świadomością i działają wbrew logicznym zasadom i prawom ekonomii, np. od lat PKP intercity notuje milionowe straty, a mimo to funkcjonuje, a miej sobie swój warzywniak i zanotuj choć w jednym roku dużą stratę, to czeka cię koniec, bo zdrowo myślący człowiek nie będzie ładować w interes przynoszący straty, kiedy nie ma na chleb i rachunki.

      Nie wierzę, żeby coś się w tej kwestii zmieniło, bo jak widać władza lubi przechodzić z pokolenia na pokolenie, a układy mają się dobrze.

      Usuń