16.08.2016

Boże Narodzenie o każdej porze, czyli mus do ciała od Pony Hütchen

Lubię rozpieszczać skórę mojego ciała pysznymi smarowidłami i nie wyobrażam sobie, by na kosmetycznym rynku mogłoby ich zabraknąć. Choć mam swoich ciałkowych ulubieńców, to część z nich nosi miano kosmetyku trudno dostępnego w Polsce lub całkowicie niedostępnego, więc pozostało mi szukać innych faworytów. Na pomoc przyszedł naturalny sklepik bioana i tak stałam się posiadaczką musu do ciała Pony Hütchen w wersji weihnachtszauber.

Autor zdjęcia: Naturalna dusza

Szwajcarska, naturalna marka Pony Hütchen dała mi się już poznać z jak najlepszej strony. Najpierw oczarowała mnie swoimi dezodorantami w kremie (czyt.: Miłość do grobowej deski), później mgiełką do ciała (czyt.: Jaśminowa świeżość), a teraz podbija moje serce musem do ciała. 

Autor zdjęcia: Naturalna dusza

Pony Hütchen w swojej ofercie ma spory wybór musów do ciała, ale od samego początku to właśnie wersja bożonarodzeniowa (w jęz. niemieckim weihnachtszauber oznacza magiczne Boże Narodzenie) intrygowała mnie najmocniej. Jest to limitowana, sezonowa edycja i nie kryję mojego smutku z tego powodu. Mam cichą nadzieję, że jednak zagości w ofercie marki na stałe. Gdy tak się nie stanie, to będzie duża strata dla klientek, bo mus w tej wersji jest wyjątkowy. 

Autor zdjęcia: Naturalna dusza

Na czym polega jego wyjątkowość? Miłość do tego musu zaczyna się od zniewalającego zapachu. Kompozycja cytrusów, mirry i kadzidła tworzy dawkę bożonarodzeniowego czaru i zanurzając nos w musie przenosimy się do domu pachnącego świątecznymi potrawami i rodzinną atmosferą. Nigdy nie sądziłam, że tak trafnie ktokolwiek potrafi zapachem przekazać ten tak corocznie wyczekiwany nastrój. To prawdziwy majstersztyk. Tym samym założycielka Pony Hütchen, Hendrike Grubert, utwierdziła mnie w przekonaniu, że ma niesamowity dar do tworzenia unikatowych kompozycji zapachowych i pewnie niejeden sławny perfumiarz mógłby być przez nią zawstydzony. Widać, że Hendrike Grubert w swoje kosmetyki wkłada całą duszę. Te kosmetyki tętnią życiem. Zapach musu jest tak intensywny, że wita nas jeszcze o poranku i jest to wspaniała pobudka. 

Autor zdjęcia: Naturalna dusza

Zalety musu nie kończą się na jego oryginalnym zapachu. Mus jest ręcznie wytwarzany i to ubijanie czuć za każdym razem, gdy go aplikujemy. Ma niespotykaną konsystencję. Jednocześnie jest i gęsty, i puszysty. W czasie swojej długiej podróży w świat kosmetyków naturalnych poznałam różne balsamy i masła do ciała, ale żaden nie miała takiej konsystencji jak mus Pony Hütchen. Bardzo mi ta konsystencja przypadła do gusty. Nadal jestem pod jej wrażeniem. 

W składzie musu znajdziemy m.in.: masło shea (aż 60%), olej z pestek moreli, olej ze słodkich migdałów, olej z ziaren ryżu, olej rzepakowy, białą glinkę. 

Autor zdjęcia: Naturalna dusza

Mus aplikuje się gładko. Nie jest toporny jak niektóre kosmetyki oparte na maśle shea. Biały puszek szybko staje się olejowy i bezbarwny. Zostawia lekko tłustą warstwę. Mnie to nie przeszkadza. Nie należy przesadzać z ilością. Mus jest bardzo wydajny, więc jego wysoka cena (96 zł), aż tak nie boli po kieszeni. Po 1,5 miesiącu używania pożegnałam jedynie niewielką ilość musu. Myślę, że mus spokojnie będzie mi towarzyszył do jesieni. Pojemność 150 ml jest w sam raz, choć gdyby było więcej nie miałabym nic przeciwko. 

Plastikowe opakowanie jest leciutkie. Można bez problemów zabierać je w podróż. Nic się nie wylew. Zakrętka działa bardzo dobrze. Natomiast świąteczna etykietka jest urocza. Gwiazdki są piękną ozdobą, a całość zwraca swoją uwagę wśród gości, którzy przypadkiem odwiedzają łazienkę. 

Autor zdjęcia: Naturalna dusza

Skóra mojego ciała jest sucha. I nie stosuję dla niej stanowczego podziału, że w cieplejszym okresie stosuję lekkie balsamy, a zimową porą te gęstsze i cięższe. Lubię dopieszczać ciało tym specyfikiem, który akurat mnie zainteresuje. A nawet czasem z czystej ciekawości sprawdzałam, czy zimą lekki balsam do ciała sobie poradzi. Zatem nic dziwnego, że w środku lata w moje łapki trafił mus, który pewnie większość uzna za odpowiedni na mroźny sezon. I zgadzam się z tym, że jeśli ktoś szuka znakomitej, zimowej kołderki dla ciała, to ten mus będzie idealny. Jednak kto lubi po prostu gęstsze smarowidła o każdej porze roku, to koniecznie musi sięgnąć po szwajcarski mus, a gwarantuję, że nie będzie chciał się z nim rozstać. Dla mnie wybór musu Pony Hütchen latem okazał się zbawienny. Moja skóra cierpiała po letnich kąpielach i rowerowych wycieczkach w pełnym słońcu. Przesuszenie dało o sobie znać i mus mnie uratował. Skóra odzyskała dawną energię, jędrność, nawilżenie i odżywienie. 

Z ogromną przyjemnością wrócę do musu weihnachtszauber i chętnie wypróbuję inne wersje zapachowe. Mus Pony Hütchen to dla mnie zdecydowanie czołówka ciałkowych ulubieńców. Koło tak perfekcyjnego kosmetyku nie można przejść obojętnie. Nie mam żadnych wątpliwości, że mus Pony Hütchen stworzony jest dla rasowych miłośniczek natury, które docenią jego nieskazitelną urodę. 

Dziś, kiedy znam już sporą ilość kosmetyków Hendrike Grubert, to śmiało mogę powiedzieć, że marka Pony Hütchen to duma narodowa Szwajcarii i jedna z ciekawszych marek na rynku kosmetyków naturalnych. Tej marki nie można przeoczyć. To obowiązkowa lektura. A dzięki musowi weihnachtszauber nie trzeba czekać, aż do grudnia, by poczuć magiczną atmosferę Bożego Narodzenia. 

Autor zdjęcia: Naturalna dusza

Skład INCI: Butyrospermum Parkii (Shea) Butter*, Prunus Armeniaca (Apricot) Kernel Oil, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Oryza Sativa (Rice Germ) Oil, Brassica Campestris Seed Oil, Kaolin, Starch, Talcum, Glycerin, Parfum (alergen free)
* składniki organiczne

10 komentarzy:

  1. Lubię Boże Narodzenie mogłoby być dla mnie każdego dnia, więc ten zapach też by mi się podobał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie to idealny mus dla ciebie.

      Usuń
  2. O rany, taki opis, że naprawdę mam wielką ochotę go wypróbować:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pożałujesz. To kosmetyk naprawdę wyjątkowy.

      Usuń
  3. Też miałam ten balsam. Trochę mi przeszkadzała twarda konsystencja, ale to prawda z tym zapachem - to zapach Bożego Narodzenia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twarda konsystencja? Może trzymałaś go w jakimś zimnym pomieszczeniu i przymarzł? U mnie jest mięciutki i puchaty :)

      Usuń
    2. Och, przepraszam! Pomyliłam z kremem do rąk o tym samym zapachu. Mus jest oczywiście miękki - przez co skończył mi się bardzo szybko. Krem do rąk jest twardy jak masło shea i roztapia się dopiero w dłoni

      Usuń
    3. Ja nakładam malutko musu, więc na długo mi jeszcze posłuży.

      Usuń